Aktualnostki Kosmofelietony

„Co by było gdyby…” czyli meteorytowy konkurs „Skarbów Kosmosu”

Na początku kwietnia wpadłem na szalony pomysł. Postanowiłem zorganizować konkurs, w którym nagrodą główną byłaby płytka meteorytu Morasko o wadze 21 g. Co należało zrobić? Polubić „Skarby Kosmosu” na Facebooku, a później kreatywnie i zgodnie z naukową wiedzą odpowiedzieć na krótkie pytanie: „Co by było gdyby meteoryt Morasko spadł w dzisiejszych czasach?”

Liczba uczestników konkursów przeszła moje najśmielsze oczekiwania! Otrzymałem aż 24 odpowiedzi. Każda historia miała w sobie coś wyjątkowego. Jedni snuli iście katastroficzne wizje, a drudzy bagatelizowali spadek Moraska. Jedni poświęcali na swój tekst sporo czasu i energii, a inni ograniczali się do jednego, konkretnego zdania.

Zwyciężył Adrian Sztuba, który wykazał się kreatywnością i wyobraźnią, ale także bardzo rzetelnym, naukowym podejściem do tematu. Zamieścił nawet bibliografię w swoim komentarzu!

Jego opowieść to prawdziwy miód na moje meteorytowe serce. Cała historia jest spójna, ciekawa oraz pouczająca. Wpisuje się też w najnowsze wyniki badań Moraska, z których wynika, że po spadku nie odnotowano ani pożaru, ani trzęsienia ziemi. Oczywiście, było to zdarzenie imponujące i niosące za sobą wielką grozę, ale skutki impaktu musimy uznać za „lokalne”. Jest szansa, że nikt by w nim nie ucierpiał, gdyby zdarzył się dzisiaj!


Zwycięska praca Adriana Sztuby

Ok. 5000 lat temu w tereny dzisiejszego Poznania (konkretnie Morasko) uderzyły fragmenty żelaznego meteoroidu. Największe znalezione fragmenty mają ok. 270 kg i pozostawiły po sobie kratery. Na ówczesnych ludziach zjawisko to musiało wywrzeć oszałamiające wrażenie i być może na długie lata po tym zdarzeniu można było usłyszeć historie o „płonącej kuli z nieba”. Co jednak by było, gdyby ten meteoryt spadł w czasach dzisiejszych? To moja wizja na ten temat, konkretnie co by się stało, gdyby uderzył w sposób podobny, jak na prawdę.

Odległa przeszłość

Ponad 4,5 miliarda lat temu układ słoneczny był jeszcze obłokiem gazu, z którego dopiero zaczęły wyłaniać się skały i protoplanety. Powstały wówczas zaczątki pewnej asteroidy, która składała się głównie z żelaza i niklu, konkretnie była ona zbitkiem kamacytu (o kolorze jasnoszarym), cohenitu (ciemnoszary), taenitu (czarny) i innych, podobnych minerałów. W kolejnych milionach lat asteroida zderzała się z innymi żelaznymi bądź skalnymi okruchami, przez co przetapiała i zmieniała się, podobnie jak jej orbita. W końcu znalazła się na kursie kolizyjnym z… Ziemią.

Odkrycie

NASA tego dnia miała wyjątkowe szczęście – odkryła niewielki punkcik na niebie – niewielką asteroidę, o której przed chwilą mówiłem. Wkrótce potem wiele obserwatoriów nakierowało swoje teleskopy w stronę tego obiektu. Był on stosunkowo blisko Ziemi, więc można było dokładnie obliczyć jego trajektorię. Komputery obliczały orbitę… Jeszcze chwila… Szansa trafienia w Ziemię – kilkanaście procent – bardzo dużo. Sądzono, że najpewniej uderzy za kilka dni, jednak nie wiadomo gdzie. Kolejne instytucje próbują obliczyć szansę uderzenia. Te z każdą chwilą rosną… W tym czasie inni naukowcy prowadzą dyskusję na temat możliwości ochrony przed tą asteroidą. Oczywiście już na starcie wiadomo, że nie uchronimy się przed nią – nie mieliśmy wcześniej przygotowanego planu, zresztą została wykryta zbyt późno. W końcu NASA oraz ESA oświadczają, że meteoryt na pewno uderzy, prawdopodobnie w Europę.

W telewizji, gazetach i w internecie na całym świecie mówi się niemal wyłącznie o tym. Nagłówki w gazetach i na stronach internetowych są przeróżne. Na stronach popularnonaukowych (i w sumie większości innych) brzmią one „Szansa uderzenia asteroidy rośnie” i „Zagrożenie z kosmosu”, w innych doszukuje się teorii spiskowych, jak na Inne Medium – „Obiekt zbliża się do Ziemi. Asteroida czy UFO?”, oraz w Frondzie „To znak od Boga!”. Można też spotkać opinie o tym, że to północnokoreańska lub rosyjska rakieta. Oczywiście wbrew tym kilku ostatnim to tylko niewielka asteroida. Ale bardzo niebezpieczna…

Kilkanaście godzin później asteroida zaczyna ogrzewać się przez tarcie w górnych częściach atmosfery. Świat wstrzymuje oddech…

Impakt!

Asteroida ogrzewa się i przez to w dużej części spala się w atmosferze. Jest wieczór, więc dobrze widać ślad powstający za tym wielkim kawałkiem żelaza i niklu. Leci pod niewielkim kątem nad Polską, od północy w kierunku Poznania, gdzie uderzy. Niestety jest za późno na ewakuację… W niższych warstwach atmosfery, kilkanaście kilometrów nad ziemią, asteroida rozpada się. Powstaje gigantyczny huk (fala uderzeniowa), niszczący wiele budynków w okolicy. Dużo osób jest rannych, bo zostały zranione przez kawałki szkła. To jednak nie najgorsze. Wiele fragmentów asteroidy (niektóre ważące ponad 260 kg) lecą w stronę ziemi. Uderzają. Fragmenty uderzyły w część Poznania – Morasko. Pewne części meteoroidu trafiły także w dalsze rejony. W wyniku uderzeń powstały katery o średnicy wielu metrów, jeden z nich ma średnicę aż 90 m. Meteoryty te zmiotły z powierzchni ziemi kilkanaście budynków, w pobliżu których uderzyły. Niestety przez to zginęło wiele osób.

Po uderzeniu

Meteoryt Morasko stał się najlepiej udokumentowanym zdarzeniem tego typu, dużo lepiej, niż meteor w Czelabińsku (przez wcześniejsze wykrycie asteroidy). Media na całym świecie mówią o tym, astronomowie uważają, że dzięki temu dużo lepiej poznamy budowę, ewolucję i impakty meteorytów, co pozwoli lepiej chronić się przed nimi. Rozpoczęły się również prace nad stworzeniem ochrony przed podobnymi zdarzeniami. Niestety teraz nic nie mogliśmy zrobić z tym meteorytem – cała okolica jest wypełniona potłuczonym szkłem i innymi fragmentami domów i bloków, a mnóstwo osób ucierpiało. Naprawa szkód zajmie długie tygodnie i pochłonie mnóstwo pieniędzy. Jednak część osób wzbogaciła się na tym – znaleziono dość dużo części tej asteroidy i już można kupić kilka fragmentów. Kilka meteorytów trafiło również w ręce naukowców. Okazało się, że ta asteroida miała niejednorodną budowę – w niektórych miejscach znajdowały się inne minerały, niż w innych, lub było ich mniej rodzajów (w pewnych miejscach nie było na przykład cohenitu). Z tego powodu może się wydawać, że część tutejszych meteorytów pochodzi z innej asteroidy, niż reszta, choć tak nie jest.

Źródła informacji:
Małgorzata Bronikowska i in., 2017. Reconstruction of the Morasko meteoroid impact—Insight from numerical modeling
Tomasz Walesiak, 2017. „Kratery Morasko w świetle wiedzy na temat ukośnych impaktów”
Nauka w Polsce PAP. „Wyjątkowa okazja, by zobaczyć największy w Polsce meteoryt. „Kruszynka” waży niemal 300 kg”
Andrzej S. Pilski. Urania „Meteoryt Morasko po 99 latach”


Po krótkim namyśle postanowiłem też przyznać nagrody specjalne, bo obok kilku odpowiedzi nie można było przejść obojętnie.

Uroczy, nieklasyfikowany, kilkugramowy meteoryt kamienny z Sahary wygrali:

  • ADEK JASIŃSKI – za brutalny naturalizm i szczerą opowieść z zaskakującym zakończeniem. Morasko i złomiarze? Bomba!
  • BARTOSZ WALTER – za unikatowe połączenie meteorytu Morasko z polityką, mediami społecznościowymi, celebrytyzacją, marketingiem, ekonomią i kilkoma innymi dziedzinami. Szacunek!
  • ANNA NOWAKOWSKA – za rymowaną epopeję o Morasku na miarę „Pana Tadeusza”. A może ktoś kiedyś napisze piosenkę z tym właśnie tekstem? Wspaniale!

Do wszystkich okazów dołączam podpisaną metryczkę i kolekcjonerskie pudełko. Laureaci wkrótce otrzymają nagrody z rąk listonosza.

Dziękuję i raz jeszcze gratuluję WSZYSTKIM UCZESTNIKOM!


Wyróżnione prace:

Adek Jasiński

Bolid wszedł w atmosferę jak rozgrzany mustang w step. Jednak nie wytrzymał. Nie mogło być inaczej. Przy tej masie i prędkości, niewidzialna, acz potężna bariera ochronna planety rozerwała go w stado pomniejszych braci, mknących w zwartym szyku, prosto na spotkanie z przeznaczeniem, które z niecierpliwością czekało już na nich, w spokojnym zagajniku, na północ od Poznania. Ogromne opory powietrza zgniatały czoło meteorów wykwitami obłoków plazmy, skrząc niebo ognistą feerią barw i wypalając doszczętnie całe gromadki zdefragmentowanych drobin. Udziałem tych większych, nawet kilkuset kilogramowych szczęściarzy, miało być wyżłobienie pięknych, okrągłych kraterów na całej elipsie rozsiania.

Kiedy czterdzieści kilometrów nad Ziemią trzy czwarte bolidu zdążyło już wyparować, a powstały deszcz meteorów został mocno wyhamowany, wciąż jednak malując błękit nieba, długim, jasnym warkoczem gazów, Poznań wypełniało z wolna słoneczne popołudnie. Mieszkańcy krzątali się w skupieniu wokół własnych spraw. Niektórzy, korzystając z niedzieli wolnej od pracy wybierali się właśnie na spacer, inni szli już prężnie w kolejnym marszu „przeciwko”, a jeszcze inni oddawali się lenistwu przed telewizorem. A że już chyba mało kto patrzy w niebo, toteż prawie nikt nie zauważył, jakiż to spektakl odbywa się w tej chwili nad ich głowami.

Nazajutrz, lokalne media uspokajały czytelników, smugę na niebie tłumacząc pasami kondensacyjnymi samolotu pasażerskiego. Powstałą falę uderzeniową wzięto za wybuch butli z gazem, a intensywny zapach prochu, który zwykle towarzyszy tego typu zjawiskom, potraktowano jako efekt wygłupów młodych piromanów. Padło też podejrzenie na awaryjne lądowanie F-16 z 31 Bazy Lotnictwa Taktycznego w Krzesinach. Ktoś nawet wspomniał o UFO.

I tylko dwóch podchmielonych panów, o nienajświeższej powierzchowności, pchając niemrawo, od Moraska w stronę Zimnej Wody, wózek ze złomem, zainteresowało się zagłębieniem w ziemi, którego tu wcześniej nigdy nie było. W centralnej części okrągłego krateru połyskiwał spory kamulec. Już mieli zrezygnowani odchodzić, lecz jednemu z nich wypadł z kieszeni namagnesowany śrubokręt, niemal natychmiast „przyklejając” się do jednej ze ścianek znaleziska.

– Znaczy żelazo – mruknął z uśmiechem jeden z nich.

Po chwili zdobycz znalazła się w wózku. W ten sposób wygrzebali z ziemi jeszcze kilka takich artefaktów, wzbogaceni już o wiedzę, jak ich szukać. Nie mieli pojęcia, że stali się odkrywcami pięknych okazów oktaedrytów gruboziarnistych, ale za to pałali nadzieją, że jutro może uda im się je jakoś opchnąć w najbliższym skupie złomu.


Bartosz Walter

Choć przebieg zdarzenia wiele nie różnił się od swojego poprzednika sprzed ok. 6000 lat, to jednak jego skutki były znacznie bardziej dalekosiężne i wielowymiarowe:

  1. Kolizja wprawdzie została przewidziana przez system ostrzegania, ale bardzo późno, ok 1 doby przed zdarzeniem, gdy nie było realnej możliwości skutecznego działania; w dodatku, miejsce upadku nie było dokładnie znane, dlatego władze nie zdecydowały się na ewakuację. Szczęśliwie, upadek miał miejsce w obszarze zalesionym, dlatego nie skutki zderzenia były stosunkowo niewielkie – rannych zostało 5 osób, nikt nie zginął.
  2. Upadek wyzwolił falę uderzeniową, która zniszczyła drzewa w odległości około 5 kilometrów od centrum uderzenia; uszkodzeniom uległy budynki: dwa znajdujące w odległości do 500 metrów zamieniły się w gruzy (szczęśliwie nikt w nich nie przebywał w momencie uderzenia), kilkadziesiąt położonych dalej straciło okna i częściowo pokrycia dachowe
  3. W ciągu kilku minut stacje telewizyjne oraz tysiące internautów zaczynają prowadzić transmisje z miejsca zdarzenia.
  4. Rząd i prezydent wydają oświadczenia o pomocy dla ew. poszkodowanych, zapewniając jednocześnie (początkowo tylko na podstawie przewidywań), że zdarzenie nie spowodowało wzrostu promieniowania jonizującego, a teren nie jest skażony.
  5. Podejmowane już w ciągu najbliższych dni nielegalne próby wydobycia fragmentów meteorytu przez poszukiwaczy-amatorów skłaniają władze do ograniczenia dostępu do Moraska i obszaru w promieniu 3 kilometrów od upadku. Niewiele to daje – w ciągu roku na portalu aukcyjnym można kupić większe i mniejsze fragmenty meteorytu oraz wiele fałszywek
  6. Zdarzenie wyzwoliło publiczną dyskusję dotyczącą budowy nowocześniejszych systemów obserwacji i ostrzegania przed upadkami. Znacząco zwiększyło się finansowanie badań nad obiektami zagrażającymi kolizją z Ziemią oraz systemów obserwacji, np. Polskiej Sieci Bolidowej PFN.
  7. Burza przetoczyła się przez media społecznościowe. Hasztagi “#Morasko”, “#Meteorite”, “#Fireball” notują znaczące zwyżki w analityce Twittera, Facebooka i Instagramu. Zjawisko jest doskonale udokumentowane, zarówno przez amatorów, jak i profesjonalistów.
  8. Następuje czasowy wzrost zainteresowania astronomią. W odpowiedzi na nie, każde medium chce przeprowadzić wywiad z ekspertem lub naocznym obserwatorem zjawiska. Niektórzy zyskują status celebrytów niższego szczebla (zaproszenia do telewizji śniadaniowych, choć jeszcze nie do Tańca z Gwiazdami).
  9. Reporterzy zagranicznych mediów ćwiczą prawidłową wymowę słowa Poznań, ciesząc się w duchu, że upadek nastąpił nad Moraskiem, a nie inną dzielnicą Poznania – Szczepankowem
  10. Samochód, który znajdował się tylko 200 m od centrum i przetrwał, staje się bohaterem reklamy swojego producenta.
  11. Towarzystwa ubezpieczeniowe wprowadzają polisy zabezpieczające przed skutkami upadku obiektu kosmicznego. Początkowe zainteresowanie klientów szybko jednak wygasa.


Anna Nowakowska

NASA ogłasza, że niebo zapłonie
meteor się zbliża jak w „Armaggedonie”
Tego nie było od lat tysiąca,
skała ta leci z okolic Słońca.
Newsy te tworza w myślach pytania,
czy Ziemia zostanie zmasakrowana?
Co z nami będzie? To do przewidzenia
– ostatnie to chwile ludzkiego istnienia.
Brzmią także głosy, że to kosmici,
że trzeba darami ich żądze nasycić.
Drżą bogobojni, że pyłu ta chmara,
jest to za grzechy ludzkości kara,
Że to proroctwo czekane przez lata
i jest ono wstępem do końca świata.
Płaskoziemcy się też wypowiadają
oni jak zwykle prawdę swą znają,
Bo nie wszystko złoto jest co się świeci,
więc i meteor bokiem przeleci.
Jedno uczucie z nagłówków nie znika,
to wszeogarniająca panika,
Co inni czują to ekscytacja,
w końcu nieczęsta to dla nas atrakcja.
Od informacji internet huczy,
jednymi bawi, innymi uczy,
Aż naukowcy się w końcu zebrali
i mądre słowa ludzkości dali
i powiedzieli, mówiąc to szczerze
– meteor rozpadnie się w atmosferze,
Drodzy słuchacze poczujcie luz
na Ziemię spadnie kosmiczny gruz
Nikomu w dodatku nic się nie stanie,
gdyż on uderzy w wieś pod Poznaniem
Gdyby okazał się być jednak wielki,
ewakuacja – na wypadek wszelki.
Część mieszkańców nie umie przywyknąć,
boją się, że tereny te mogą zniknąć
dostaną jednak odszkodowanie,
jeśli po wiosce ich nic nie zostanie.
Wszyscy wciąż myślą, czy coś nas zaskoczy?
tej jednej pięknej pamiętnej nocy?
Noc w końcu nadeszła, jak ogłaszano,
Gapiowie w pobliżu zebrani już rano
Nagle niebo przebiła strzała,
która z daleka do nas leciała
noc przerwał jakby rozbłysk wielki
niczym lampiony i fajerwerki
Oczy świata na Polskę zwrócone,
na żywo relacje są prowadzone
i oto pojawił się nad Moraskiem
ów meteoryt z ogromnym blaskiem
Noc dniem się stała,
a ziemia zadrżała
Ach cóż to było za widowisko,
kto to zobaczył widział już wszystko,
ludzi się zbiegło całe skupisko
lecz nikt podejśc nie mógł zbyt blisko.
Pobliskie drzewa z ziemi zmiecione,
pola i łąki w pyle pogrążone,
ogromna dziura, powierzchni pęknięcia
i delikatne podłoża tąpnięcia.
A w telewizji jak zwykle przesada,
że zawsze gdzie meteor spada,
promieniowanie ludzkość dopada,
w bunkrach zamieszkać – to ich porada.
Lecz naukowców zebrała się rada,
od tego czasu meteoryt bada
I grzmią ich głosy z „telewizorni”
dziś przedstawimy wam trochę teorii:
Jest on gruboziarnistym oktaedrytem,
czyli żelaznym meteorytem.
Kamacyt, taenit, grafit to mineralny w nim,
żelazo, nikiel, kobalt w składzie chemicznym.
W sumie na mase jej się złożyło
około 1500 kilo.
Uderzenie pod niskim kątem nastąpiło,
dlatego zniszczeń niewiele uczyniło.
Była to skała zorientowana
wiedziała gdzie lecieć – wprost do Pozniania.
Morasko miejcem kultu się stało,
liczne pielgrzymki zorganizowano.
W poszukiwania ruszyli wręcz wszyscy,
ludzie z daleka jak i tubylcy.
Wyruszyli szabrownicy,
detektywi, politycy,
Każdy chciał mieć część dla siebie,
tego co latało w niebie.
Niektórzy grzebali w ziemi środku,
by znaleźć dla siebie trochę zarobku.
Lecz w końcu powiedziano STOP!
takie spotkanie to dla ludzkości krok
w materii kosmicznej poznanie,
ważne jest więc jej ochranianie.
Fragmenty zostały zabezpieczone
do Muzeum w Poznaniu zaniesione.
A na pamiątkę tej pięknej przygody
stworzono Morasko Rezerwat Przyrody.
Miejsce stworzone ku potomności,
by mogli podziwiać ten skarb dla ludzkości.
Od tego czasu ten ląd pod Poznaniem,
może sie cieszyć ogromnym uznaniem.

Pozostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie będzie widoczny. Zwróć uwagę na wymagane pola *