Kosmofelietony Obserwacje astronomiczne

Stracone Orionidy i bolidowe pocieszenie

Orionidy na tle gwiazdozbioru Oriona z doskonale widocznymi mgławicami / fot. Lu Shupei (https://apod.nasa.gov/apod/ap171030.html)

Pogoda nie rozpieszcza polskich obserwatorów. Tegoroczny październik przypominał niekończące się pasmo chmur, mgieł i deszczu. Kto wykorzystał krótkie chwile rozpogodzeń, na pewno nie narzeka!

Końcówka października co roku przynosi maksimum roju Orionidów. Nasza planeta przelatuje wówczas przez chmurę pyłu, którą w Układzie Słonecznym pozostawiła słynna kometa Halleya. Kosmiczne drobinki te ulegają zjawisku tarcia, niemiłosiernie się rozgrzewają, a następnie spalają w górnych warstwach atmosfery. Są zbyt małe, by dotarły do Ziemi, ale obserwacja ich lotu to wizualna rozkosz!

Pozostaje obejrzeć zdjęcia

Tegoroczne Orionidy przepięknie uwiecznił chiński astrofotograf, Lu Shuipei, który okazał się niezwykle sympatycznym człowiekiem i… fanem Roberta Lewandowskiego. 🙂 Wiem to, bo kiedy zamieszczone wyżej zdjęcie otrzymało tytuł „Astronomy Picture of the Day” oraz pojawiło się na oficjalnej stronie tej nagrody, udało mi się wymienić z Lu kilka maili.

Fotografia została wykonana w pobliżu wulkanu Wulan Hada w Mongolii Wewnętrznej. To rejon Chin, który cieszy się minimalnym zanieczyszczeniem światłem, co sprzyja zarówno fotografom jak i obserwatorom. Lu Shuipei w mistrzowski sposób ukazał Orionidy na tle gwiazdozbioru Oriona oraz jego najpiękniejszych mgławic: Wielkiej Mgławicy M 42 w tzw. Mieczu Oriona, Pętli Barnarda otaczającej pas mitycznego myśliwego oraz Mgławicy Rozeta w kształcie róży, która znajduje się nieopodal intensywnie pomarańczowej gwiazdy Betelgeza (skądinąd grożącej wybuchem).

Można odnieść wrażenie, że Orionidy wpadające w atmosferę z prędkością 66 km/s wręcz rozcinają nieboskłon. Na fotografii załapał się też Lu w towarzystwie swojego sprzętu. Pozazdrościć! 🙂

Dwa wyjątkowe bolidy

Choć tegoroczne Orionidy wypadły dość blado w porównaniu z najbardziej „medialnymi” Perseidami, to niebiosa nie pozostawiły nas z pustymi rękami/pustymi oczami. Cierpliwość polskich obserwatorów została uczciwie nagrodzona. Nasze niebo rozświetliły dwa wspaniałe bolidy. Podniebny spektakl odbył się w dwóch aktach: 16 października i 17 października, w obu przypadkach po godz. 23:30.

Z informacji opublikowanych przez internautów na polskich forach astronomicznych wynika, że pierwszy bolid był jasny niczym Księżyc w pełni i błyskał zielono-niebieskim światłem. Lot trwał około 3 sekundy. To niewiele, ale wystarczająco długo, by zaobserwować stopniowy rozpad kosmicznej drobinki w atmosferze. Ziarenko kometarnej materii pozostawiło za sobą ślad przypominający dym z papierosa. Kto miał pod ręką lornetkę, jeszcze przez kilka minut mógł obserwować szare pasmo przecinające niebo.

Drugi bolid był równie jasny, ale widoczny dość nisko nad południowo-wschodnim horyzontem. Najwyraźniej spalał się nad Bałkanami, albo Ukrainą i Węgrami.

Co ciekawe, trajektoria lotu obu obiektów wyklucza ich związek z rojem Orionidów.

Tak zjawisko z 16 października uwieczniły kamery Pracowni Komet i Meteorów:

Pogodo, bądź dla nas bardziej łaskawa podczas kolejnych rojów meteorów! Przed nami listopadowo-grudniowe Taurydy, które często obfitują w zjawiska bolidowe…

Pozostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie będzie widoczny. Zwróć uwagę na wymagane pola *