Sprzęt obserwacyjny

Od kilku lat jestem zapalonym obserwatorem nocnego nieba. W swojej amatorskiej karierze „przerzuciłem” co najmniej kilkanaście sprzętów optycznych różnej maści: od lornetek, poprzez 120-milimetrowe refraktory, aż po 12-calowe teleskopy zwierciadlane. Wszystko po to by znaleźć „optimum”, które zaspokoi moje potrzeby obserwacyjne, da jak najlepszą jakość obrazu, a przy tym zmieści się w mieszkaniu i będzie zgodne z zasadą:

Najlepszy sprzęt to ten, którego najczęściej używamy.

Takim „optimum” jest dla mnie teleskop Sky-Watcher Mak 180 w systemie optycznym Maksutowa-Cassegraina. Tuba przypomina nieco betoniarkę, ale jest niezwykle poręczna, mobilna i nadal dość lekka (ok. 7 kg). Dzięki zastosowaniu grubego, szklanego menisku i układu dwóch zwierciadeł, teleskop ten jest aplanatem. Oznacza to, że świetnie koryguje zniekształcenia obrazu, np. komę (wada zmieniająca gwiazdy w przecinki), aberrację sferyczną (różne załamywanie się promieni świetlnych owocujące spadkiem ostrości) lub aberrację chromatyczną (kolorowe obwódki wokół jasnych obiektów).

Są jednak i minusy, np. cena (w bólach gromadziłem pieniążki przez prawie dwa lata), długi czas chłodzenia (co jest konieczne, by zniwelować turbulencje powietrza wynikające z różnicy temperatur wewnątrz i na zewnątrz teleskopu) i brak możliwości obserwowania szerokich połaci nieba.

Z racji dłuuuugiej ogniskowej (2700 mm) Mak 180 jest wybitnym sprzętem planetarno-księżycowym, ale – wbrew powszechnej opinii – świetnie nadaje się też do obserwacji zwartych obiektów głębokiego nieba, takich jak drobne galaktyki, mgławice planetarne, gwiazdy podwójne i gromady kuliste. Jeśli chcesz poznać możliwości Big Maka, odsyłam do moich relacji obserwacyjnych. Staram się publikować regularnie, choć mocno utrudnia mi to polska pogoda…

 

Montaż

Teleskop pracuje na montażu paralaktycznym Bresser EXOS-2, wyposażonym w dwuosiowy napęd. Ruch obrotowy Ziemi jest dzięki temu niwelowany „na bieżąco”, a obserwowane obiekty nie przesuwają się w polu widzenia okularu.

Szczególne znaczenie ma to podczas obserwacji planet, które wymagają dużych lub bardzo dużych powiększeń (rzędu 250 razy). Co za tym idzie, ich tarcze szybko uciekają z pola widzenia w teleskopach na montażach niezmotoryzowanych, np. Dobsona lub azymutalnym. Napęd pozwala podróżować między kolejnymi obiektami za pomocą kilku przycisków na poręcznym pilocie. Nie polecam przy tym napędów GoTo, bo naprawdę WARTO nauczyć się nieba i wyszukiwać kosmiczne cuda na podstawie map. Dostarcza to mnóstwa satysfakcji!

 

Okulary

Solą każdego sprzętu optycznego są dodatkowe akcesoria, takie jak okulary, kątówki lub szukacz. Światłosiła Maka 180 (czyli stosunek średnicy do długości ogniskowej) wynosi f/15 i nie wymaga szkieł z najwyższej półki. Doskonale spisują się w nim okulary ortoskopowe, znane z fantastycznej ostrości i bezkompromisowego kontrastu. Niestety, mają też swoje wady, np. niewielkie pole widzenia oraz małą odległość soczewki od oka (trzeba „wlepiać” gałkę oczną w okular, a to skutkuje szybszym parowaniem w chłodne noce i papraniem soczewki tłuszczem z rzęs).

Mimo wszystko warto! Zdaniem wielu doświadczonych obserwatorów, podczas obserwacji planet nic nie spisuje się lepiej od ortoskopów. Moja ulubiona seria to Vixen Ortho Japan Circle-V. Posiadam trzy takie okulary o ogniskowych: 9 mm, 12.5 mm oraz 25 mm (pola własne w granicach 45 st.). Zakres dużych powiększeń do planet i Księżyca uzupełnia Celestron Ortho Japan Circle-V 18 mm (również 45 st. pola własnego).

Do obserwacji obiektów głębokiego najczęściej używam okularu szerokokątnego niemieckiej firmy Baader Planetarium. To asferyczne szkło Baader Hyperion 31 mm (pole własne 70 st.), które zapewnia bardzo wygodną odległość soczewek od oczu i pozwala komfortowo „skanować” kosmos. W mojej astrowalizce można też znaleźć Erfle’a GSO 42 mm z polem własnym 65 stopni oraz bardzo egzotycznego Plossla Wollensak 51 mm, dzięki któremu mogę nieco podnieść jasność obrazu przy obserwacji słabych obiektów i ułatwić sobie ich poszukiwanie, choć… w Maku 180 nie da się pod tym względem dorównać sprzętom o dużej światłosile i większej średnicy. Coś za coś.

Dodatkowe akcesoria

Wsparciem dla moich okularów jest wysokosprawna kątówka dielektryczna Explore-Scientific 2″ 90 st., odbijająca 99% światła wpadającego do mojego teleskopu. Zapewnia to optymalną jasność i jakość obrazu. Kolejne obiekty namierzam szukaczem TS-Optics Red Dot, przypominającym celownik do broni z małą, czerwoną plamką lasera. Nie daje on żadnego powiększenia, ale jest bardzo wygodny w użyciu.

Obowiązkowym dodatkiem do katadioptryków takich jak Mak (Maksutow-Cassegrain) lub SCT (Schmidt-Cassegrain) jest również odrośnik, który nie pozwala zaparować meniskowi w wilgotne noce (a w bardzo wilgotne opóźnia ten proces, choć – niestety – mu nie zapobiega). Można też stosować grzałki do menisku, ale jeszcze tego nie próbowałem.

Natomiast do obserwacji Księżyca często przydają się filtry polaryzacyjne. Gdy nasz naturalny satelita jest bliski pełni, obserwowanie go przez teleskop bywa… bolesne dla oczu. Światło jest po prostu zbyt silne, dlatego warto przygaszać je szarymi filtrami. W zależności od fazy i powiększenia stosuję dwa rodzaje: ND 0.9 i ND 0.6 (w oprawie dwucalowej).

Niedawno zakupiłem też starą kamerkę internetową Philips SPC900NC (koszt ok. 50 zł) i barlowa Sky-Watcher ED 2x w oprawie 2″, nieśmiało zaczynając przygodę z astrofotografią planet. Efekty nie są może zachwycające, ale przynajmniej się staram! 🙂

 

Nie tylko jednym okiem

Głód szerokich pól i małych powiększeń zaspokajam lornetką William Optics 10×50 ED. To ciężki, pancerny sprzęt, którym ciężko obserwować „z ręki”, ale na statywie fotograficznym pokazuje prawdziwy pazur! 🙂

 

Masz pytania? Napisz na kontakt@skarbykosmosu.pl